RowerkiLeszek Araszkiewicz to radny miejski w Olsztynie. W ostatnich dniach zasłynął on dzięki lokalnemu wydaniu Gazety Wyborczej. Pojawił się w nim artykuł (do przeczytania w tym miejscu), który informował, że Araszkiewicz nie widzi sensu budowania dróg rowerowych w Olsztynie, bo przecież i tak nikt po nich nie jeździ.

Polemizując z Araszkiewiczem, mogę napisać jedno:

W Olsztynie nie ma również sensu budować linii tramwajowych, bo przecież nikt nimi nie jeździ.

Bo nie ma w tym mieście tramwajów, tak samo jak brakuje w nim dobrej infrastruktury rowerowej. Gdy ta się pojawi, radny może być pewny: rowerzyści bardzo szybko się znajdą. Znajdą się również i bez dróg rowerowych, chociaż wtedy potrwa to dłużej.

Nie polemika z radnym Araszkiewiczem jest jednak moim celem: w końcu nieprzemyślane (anty)rowerowe wypowiedzi polityków nie są czymś rzadkim. Bardziej mnie w tym wszystkim zaciekawił tytuł, jaki artykułowi nadała Gazeta Wyborcza:

Szok, radny PiS wątpi w sens budowy tras rowerowych

Życzyłbym sobie, aby był to szok. Niestety niepoważne traktowanie roweru i rowerzystów przez samorządowców jest w Polsce na porządku dziennym, tak samo w Olsztynie i w wielu innych miastach. Szokiem jest nie to, że jakiś radny skrytykuje rowery, ale wręcz przeciwnie, będzie wzywał do prowadzenia polityki rowerowej.

Oceń